Godziszewo

Nazwa wsi Godziszewo
Nazwa istnieje od 1583 roku. Odmianami jej są formy starsze jak: Gotsowe, Godeschowe, Goseszewo, Godessewo, Godzessewo. Niemieckie Gardczan później Gardschau. Po wojnie utrwaliła się nazwa Godziszewo. Bardzo stara wieś istniejąca już we wczesnym średniowieczu. Umiejscowiona jest we wschodniej części Pojezierza Pomorskiego, nad rzeką Styną i rozległym. Jeziorem Godziszewskim.
Pod względem administracyjnym należy do gminy Skarszewy w województwie gdańskim. Przez wieś przebiegają dwie drogi. Z południa na północ, Starogard Gd.-Gdańsk, z zachodu na wschód Skarszewy – Tczew (dawne bite trakty). Graniczy z następującymi wsiami: od północy z Rościszewem i Gołębiewkiem, od północnego wschodu z Kobierzynem, od wschodu z Turzem, od południowego wschodu z Damaszką, od południa z Siwiałką, a od zachodu z Demlinem i Nowym Gołębiewkiem.
Współczesna rzeźba terenu jest wytworem zlodowacenia bałtyckiego oraz późniejszych procesów denudacyjnych okresu holoceńskiego. Krajobraz pagórkowaty o licznych wzniesieniach i obniżeniach,. Najwyższym wzniesieniem jest Sw. Góra o wysokości 105,7 n.p.m. Godziszewo leży w zlewie niewielkiej rzeki Styny, która jest największym dopływem Kłodawy. Dolina Styny należy do dolin konsekwentnych. Jej szerokość na terenie Godziszewa wynosi od 7-180 m. W przeszłości wody wypełniające dolinę rzeki miały połączenia z wodami okolicznych zagłębień i rynien morenowych. Wskazuje na to współczesne ukształtowanie terenu. Średni stan wody w rzece wynosi od 20-40 cm.

Legenda czy prawda?
Bardzo dawno temu, nad rzeką Styną mieszkała piękna dziewczyna o imieniu Ewa. Rzeką często pływał młody hrabia, który zakochał się w tej uroczej pannie. Gdy pewnego dnia poznali się, Ewa również zapałała do niego wielką miłością. Pewnego ciepłego wieczora hrabia zwrócił się do dziewczyny: ,,Godzisz się Ewo zostać moją żoną?” Panienka natychmiast się zgodziła. Nie chciała
jednak dziewczyna z puszczy odchodzić, a i Książe, który tu miłość odnalazł, rad był pozostać i osadę założyć na miejscu spotkania. Na pamiątkę oświadczyn nazwali swe siedlisko Godziszewo
i żyli w nim długo i bardzo szczęśliwie. Do dzisiaj jeszcze godziszewskie panny chodzą nad Stynę, włosy rozpuszczają i czekają na swego księcia.


rzeka Styna
 

Ks. Franciszek Sawicki
Urodził się 13.VII.1877r. w Godziszewie (pow. Tczew) w rodzinie piekarza Augustyna i Berty z domu Teitz. W rodzinie byli zarówno Polacy, jak i Niemcy, co odegrało niemałą rolę w kształtowaniu się jego osobowości. Młode lata spędził u swego stryja, ks. Roberta Sawickiego, długoletniego proboszcza w Tczewie, który też finansował jego studia. Kształcił się w Gimnazjum Realnym w Tczewie, w progimnazjum biskupim Collegium Marianum w Pelplinie (1889-1902) oraz w Klasycznym Gimnazjum w Chełmnie, gdzie w 1896r. złożył egzamin dojrzałości. Po studiach w Seminarium Duchownym w Pelplinie 1.IV.1900r. otrzymał święcenia kapłańskie.

Krótko pracował w Gdańsku jako wikary przy kościele św. Brygidy oraz jako kapelan w Szpitalu Mariackim. Na dalsze studia udał się do Fryburga (...). Ukończył je doktoratem z teologii u Braiga 11.VII.1902r. na podstawie rozprawy Koheleth und der moderne Pessimismus fur das Lebenselend, wydanej pt. der Prediger, Schopenhauer und Ed. von Hartman oder biblicher und moderne Pessimismus (Fulda 1903). Następnie wrócił do diecezji chełmińskiej i pracował w Chełmży.
Od 1.IV.1903r. objął stanowisko profesora w Seminarium Duchownym w Pelplinie. Wykładał filozofię, historię filozofii (1903-1939), teologię, teologię dogmatyczną (1927-1930, 1945-1952) oraz fundamentalną (1925-1928, 1932-1939, 1945-1952). 23.IV.1920r. wszedł w skład Kapituły Katedralnej Chełmińskiej, a w 1927r. został mianowany prałatem domowym Jego Świątobliwości, od 1945 był dziekanem kapituły zaś od 1948 prepozytem – infułatem.

Był autorem bardzo płodnym. Poza, kilkuset rozprawami, artykułami oraz recenzjami naukowymi, przeważnie z dziedziny szeroko rozumianej filozofii, wydał 26 książek w języku niemieckim i 12 po polsku, przeznaczonych dla szerokiego kręgu czytelników. / ... /
Autorytet naukowy ks. Sawickiego ugruntował się w krótkim czasie. Kilka uczelni niemieckich proponowało mu objęcie katedry (Wurzburg, Bonn, Wrocław), lecz jego kandydatura nie została zatwierdzona przez władze niemieckie. Podobne propozycje czyniły ks. Sawickiemu, po uzyskaniu przez Polską niepodległości, uniwersytety w Warszawie i Wilnie. Pozostał jednak w Pelplinie, utrzymując żywe kontakty z ośrodkami naukowymi.
W latach 1927-1937 był prezesem Wydziału Teologicznego Towarzystwa Naukowego w Toruniu (z siedzibą w Pelplinie).
22.05.1952 r. otrzymał doktorat honoris causa KUL

Zaliczano go do wybitnych myślicieli chrześcijańskiej Europy. (... ) zapraszany był z wykładami do ośrodków uniwersyteckich (...),
a jego odczyty ukazywały się w osobnych publikacjach.
Ks. Sawicki często bywał w Wolnym Mieście Gdańsku, (...). Za wygłaszane w Gdańsku odczyty o narodowym socjaliźmie atakowany był przez prasę hitlerowską. Kiedy biskup gdański Edward O` Rourke zamierzał podać się do dymisji, Stolica Apostolska na jego następcę wyznaczyła ks. Sawickiego. Na początku 1938r. nuncjusz F. Cortesi wezwał go do Warszawy i zaproponowała mu objęcie diecezji gdańskiej, a 9.II.1938r. powiadomił go oficjalnie o nominacji, zapowiadając szybkie nadesłanie bulli. Mimo obowiązku zachowania tajemnicy, wiadomość o nominacji ks. Sawickiego została ujawniona i ściągnęła na niego atak gdańskiej prasy hitlerowskiej. Senat Wolnego Miasta był stanowczo przeciwny temu wyborowi. Prezydent Senatu A. Greiser udał się do Rzymu, gdzie rozmawiał o ks. Sawickim z kardynałem E. Pacellim. Celem ostatecznego wyjaśnienia sytuacji z 20.04.1938r. przybył do Gdańska noncjusz Cortesi. Po nieudanej misji wystosował pismo, w którym wyraził ubolewanie z powodu konieczności wycofania nominacji na biskupa gdańskiego ks. Sawickiego.
Po zajęciu Polski przez Niemców ks. Sawicki wraz z innymi duchownymi z Pelplina otrzymał wezwanie do stawienia się w gmachu Seminarium 20.X.1939r. aresztowany wraz z nimi nie podzielił jednak ich losu (zginęli tego samego dnia rozstrzelani na terenie koszar w Tczewie), zapewne dlatego, iż był w tym czasie potrzebny przybyłemu z Berlina majorowi SS do pomocy w przejęciu cennych pozycji książkowych z biblioteki seminaryjnej. Przez całą okupację (1939-1945) jako jedyny ksiądz pracował w pelplińskiej parafii.
Wydatnie pomagał polskim rodzinom, wspierając je materialnie.
Po wojnie został dziekanem (1945) i prepozytem-infułatem (1948) chełmińskiej kapituły katedralnej. Przez wiele lat był egzaminatorem, cenzorem wydawnictw religijnych, sędzią synodalnym i oficjałem Biskupiego Sądu Duchownego. Zmarł w Pelplinie 07.10.1952 r. i pochowany został na cmentarzu parafialnym.”
/wg publikacji Ks.Henryka Morsa „Pracownicy naukowo-dydaktyczni
Wyższego Seminarium Duchownego Pelplin 1939-95/

Legenda o śpiących rycerzach
Ktokolwiek przejeżdża szosą pomiędzy Demlinem a Godziszewem, zwraca uwagę na jedno z największych jezior na Kociewiu – Jezioro Godziszewskie. Położone w dolinie, z jednej strony otoczone przepięknym lasem, wabi swoim urokiem turystów. Jezioro jakich dużo na Kociewiu.
Jednak uwagę przyciąga półwysep wcinający się w wodę. Aby poznać okoliczności jego powstania, trzeba cofnąć się do wieku XVII, a dokładniej do nocy z 19 na 20 stycznia 1657 roku. Tej właśnie nocy doszło do bitwy Polsko-Szwedzkiej. Dowodzący wojskami Polskimi hetman Stefan Czarniecki okrążył Szwedów z trzech stron i przyparł ich do brzegów jeziora. Przerażony dowódca Szwedzki rozkazał swoim 1600 żołnierzom usypać wał z ziemi przez jezioro, na którym była cienka warstwa lodu. Szwedzi wykonywali rozkaz posługujący się hełmami, bo nie mieli innych narzędzi. Polacy jednak naciskali tak mocno, że wysiłki wroga okazały się daremne. Wtedy Szwedzi rzucili się do ucieczki na koniach przez zamarznięte jezioro. Pod ciężarem jeźdźców lód się załamał. Na środku jeziora utonęli wszyscy Szwedzi wraz z bogatymi łupami wojennymi.
Pod lodem znalazło też śmierć kilku polskich żołnierzy, którzy nieopatrznie pognali za wrogiem.
Od tego czasu półwysep na Jeziorze Godziszewskim nazywany jest Szwedzką Czubatką albo Czapką Szwedzką. Natomiast na dnie jeziora polscy rycerze strzegą zatopionego skarbu. Nazwano ich śpiącymi rycerzami. Kiedy Polska będzie w potrzebie, przebudzą się i zbrojnie wyruszą na pomoc ojczyźnie .

W odległości 2 km na pd. Zach. Od wsi, na cyplu półwyspu wrzynającego się w Jez. Godziszewskie, znajduje się doskonale zachowane grodzisko, zwane w literaturze Czapką Szwedzką, a przez okoliczną ludność kancla (kazalnica). Według przekazów w toni jeziora utonął w 1657 r. odział rajtarów szwedzkich, uciekających po lodzie przed jazdą Stefana Czarnieckiego.

Szwedzka Czubatka

Na zachód od Godziszewa leży wzgórze zwane Szwedzką Czubatką. Według dawnej literatury i opowieści mieszkańców , w styczniu roku 1657 rozegrała się tam bitwa między wojskami szwedzkimi a oddziałami Stefana Czarnieckiego. Według przekazów 1600 Szwedów polec miało na tymże wzgórzu, a około 1800 ludzi wraz z taborem utonąć w czasie ucieczki przez zamarznięte jezioro. Wyniki przeprowadzonej przez płetwonurków penetracji jeziora oraz lustracje dokumen
tów polskich i szwedzkich przeczą tej legendzie. Badania archeologiczne wykazały natomiast, iż wspomniana Szwedzka Czubatka jest reliktem wczesnośredniowiecznego słowiańskiego grodziska. Możliwe, że dużo, dużo wcześniej rzeczywiście o gród ten toczyła się jakaś bitwa, tylko przez wieki kolejne pokolenia mieszkańców zmodyfikowały treść przekazów, zastępuje atakujących Godziszewo pruskich lub polskich wojów bliższymi czasowo Szwedami.

Jezioro Godziszewskie
Ze starszej literatury i opowieści mieszkańców można się dowiedzieć, iż na zachód od wsi w roku 1657 rozegrała się bitwa między wojskami szwedzkimi a oddziałami Stefana Czarnieckiego. Podobno ponad 1.600 Szwedów poległo na wzgórzu zwanym Szwedzką Czubatką, a około1800 ludzi wraz z taborem utonęło w czasie ucieczki przez zamarznięte jezioro. Wyniki przeprowadzonej przez płetwonurków penetracji jeziora oraz lustracje dokumentów polskich i szwedzkich przeczą tej legendzie. Badania archeologiczne wykazały natomiast, iż wspomnienia Szwedzka Czubatka jest reliktem wczesnośredniowiecznego słowińskiego grodziska. Możliwe, że dużo, dużo wcześniej rzeczywistości o gród ten wielki kolejne pokolenia mieszkańców zmodyfikowały treść przekazów, zastępując atakujących Godziszewo pruskich lub polskich wojów bliższymi czasowo zwedami.